środa, 24 lutego 2016

Rozdział 2 - ,,Przyjaciel"

Budzę się z krzykiem. Ten koszmar, był jednym z najgorszych, jakich doświadczyłam. A trochę ich było. Jeszcze chwilę uspokajam oddech, pozwalając się porwać myślą.

Jak co noc, męczyły mnie upiorne sny. Ale ten… Owszem, często śniła mi się Prim, ale zawsze chciała pomóc mi lub innym. Czasami nawiedzała mnie też jej śmierć, ale nigdy coś takiego. Przecież Prim była małą, delikatną i zawsze pomocną dziewczynką, a później kobietą. Na widok przeszytego strzałą zwierzaka, płakała i prosiła, aby go uleczyć. Gdy ktoś był ranny, zawsze pomagała mamie, a ja jak zawsze czułam dumę, że robiła to, na co ja nie miałam odwagi. Nie znosiłam widoku ran, krwi i cierpienia, ale moja młodsza siostra nigdy się nie wahała. Zawsze, ze wszystkich sił, chciała pomóc mamie.

Czuję, że nieprzyjemne myśli zaczynają mnie pochłaniać. Łzy niebezpiecznie wzbierają w moich oczach, więc wstaję i podążam do łazienki. W końcu nie wytrzymuję, ciepłe strumienie mieszają się z moimi łzami. Powoli, moje mięśnie się odprężają.

Nie wiem, ile tak stoję, ale w końcu zakręcam kurek i wychodzę z prysznica. Zdejmuję z wieszaka miękki, frotowy szlafrok, który przywiozłam tu z Kapitolu. Powoli pochodzę do lustra.

W szklanym odbiciu widzę osobę, która na swoich barkach nosiła więcej, niż była w stanie. Nie wyglądam wcale na siedemnaście ,prawie osiemnaście lat, ale na dużo starszą. Moje brązowe, mętne włosy, które uległy podpaleniu, teraz sięgają mi za klatkę piersiową. Szare, lekko podkrążone oraz pozbawione dawnego blasku oczy, mętnie spoglądają w lustro. Mam bladą cerę oraz wychudzone ciało. Przed igrzyskami oceniłabym swój wygląd na ,,znośny”, a teraz nawet tego nie mogę o sobie powiedzieć.

Wzdycham. Nie żebym chciała być nie wiadomo jak ładna, zresztą mało mnie to obchodzi, po prostu nie chcę odstraszać ludzi. Biorę szczotkę i rozczesuję włosy, a następnie zaplatam je w warkocz.

Podchodzę o szafy , wyjmuję czarne legginsy, zieloną bluzkę na ramiączka i szarą bluzę. To już marzec, więc na dworze jest jeszcze dość chłodno. Wyglądam przez okno i wizę, że słońce dopiero co wschodzi.

Schodzę do kuchni i omiatam ją wzrokiem. Panuje tu nienaganny porządek, ale nie dlatego, że sprzątam, tylko po prostu tu nie przebywam. Często jem u Śliskiej Sae w jej barze lub ona tu przychodzi, coś gotuje i sprząta. Jestem jej wdzięczna, mimo że jej tego nie mówię. W głębi duszy wiem, że moja mama ją poprosiła, aby do mnie zaglądała i mi pomagała.

Wychodzę do przedpokoju i zarzucam myśliwską kurtkę mojego taty. Łuku nawet nie wyjmuję z szafy, wiem, że i tak nic bym nie ustrzeliła. Celne oko mam ciągle, ale wystarczająco ludzi pozbawiłam życia, nie chcę mieć jeszcze zwierząt na sumieniu. Wiem, że takie myślenie jest dość dziecinne, ale nic na to nie poradzę. Na myśl o zabiciu kogokolwiek przechodzą mnie dreszcze.

Droga do lasu nie trwa za długo, a może po prostu byłam tak zamyślona. Spoglądam na to miejsce, z którym wiąże się tyle wspomnień. Pierwsze polowanie z tatą, pierwsza zastawiona pułapka. Wspólne wygłupy i pływanie w jeziorze. Wszystko w jednej chwili do mnie wraca. Ruszam żwawym krokiem w kierunku miejsca, w którym czułam się szczęśliwa. W miejsce, gdzie przeżyłam tyle wspaniałych chwil…

Gdy docieram do ,,naszej” skały, słońce już dawno zawisło między chmurami. Siadam na zimnym kamieniu, omiatając wzrokiem okolicę. Przede mną rozciąga się krajobraz leśny. Liczne drzewa i krzaki zlewają się w morze zieleni. Uwielbiam ten widok, zawsze napełnia mnie on szczęściem i poczuciem bezpieczeństwa. Po mojej lewej stronie rozciągają się drzewa, a po prawej jest kawałek polanki z krzakami. Szczególną uwagę zwracam na jedno, a mianowicie te, na którym rosną jeżyny.

Przed oczami znów mam tą scenę.

W lesie czeka jedyna osoba, przy której mogę być sobą. Gale. Czuję, jak mięśnie twarzy mi się rozluźniają, jak przyśpiesza tętno, gdy wspinam się do naszej kryjówki, półki skalnej z widokiem na dolinę. Gęstwina jeżyn chroni to miejsce przed wzrokiem niepowołanych. Na widok Gale’a odruchowo się uśmiecham. Twierdzi, że zdarza mi się to tylko w lesie.
- Hej, Kotna – wita mnie. Tak naprawdę mam na imię Katniss, ale kiedyś, gdy mu się przedstawiłam, mówiłam ledwie słyszalnym szeptem, i uznał, że nazywają mnie Kotna. Potem jakiś stuknięty ryś zaczął za mną łazić po całym lesie i przezwisko przylgnęło do mnie na dobre. W sumie rysiowi chodziło tylko o ochłapy mięsa, ale i tak musiałam go zabić, bo płoszył zwierzynę. Nawet żałowałam, bo przywykłam do jego towarzystwa.
- Patrz, co upolowałem – Gale podnosi bochen chleba przebity strzałą, a ja się śmieję. To najprawdziwszy chleb z piekarni, a nie płaski, zakalcowaty placek z przydziały zbożowego. Biorę go w ręce, wyciągam strzałę i przysuwam nos do dziury w skórce. Wdycham aromat, od którego ślina napływa mi do ust. Chleb taki dobry jak ten jest na wyjątkowe okazje.
- Mhm, jeszcze ciepły – mówię. Gale musiał bladym świtem zjawić się w piekarni na wymianę. – Ile cię kosztował?
- Tylko wiewiórkę. Tego ranka staruszek się chyba rozkleił – wyjaśnia. – Nawet życzył mi szczęścia.
- Dzisiaj wszyscy czujemy się sobie nico bliżsi – zauważam, i nawet nie chce mi się przewrócić oczami. – Prim zostawiła nam ser. – Wyciągam pakunek.
Na ten widok Gale się rozpromienia.
- Dzięki, Prim. To będzie prawdziwa uczta. – Nieoczekiwanie zaczyna mówić kapitolińskim akcentem i udaje Effie Trinket, przesadnie rozentuzjowaną kobietę, która pojawia się raz w roku, aby odczytać nazwiska podczas dożynek. – Niemal zapomniałem! Wesołych Głodowych Igrzysk! – Zrywa kilka jeżyn z krzewów blisko nas. – I niech los… - Wysokim łukiem rzuca jedną z nich w moją stronę.
Chwytam ją w usta i rozgryzam delikatną skórkę. Słodko kwaśny sok tryska mi na język.
- ..zawsze wam sprzyja! – kończę równie entuzjastycznie. Musimy żartować, inaczej zwariowalibyśmy ze strachu. Poza tym kapitoliński akcent jest taki efektowny, że cokolwiek się powie, brzmi śmiesznie.


Gdy odtwarzam to wspomnienie, mimowolnie wzdycham w duchu. Ile ja bym dała, aby móc cofnąć się w czasie. Kiedy jeszcze nie uczestniczyłam w Igrzyskach, w wojnie i kiedy jeszcze miałam Gale’a.

Na myśl o nim, coś skręca mnie w żołądku. Jego już nie ma i nigdy już nie wróci. Teraz jest w dwójce, rozkręca jakiś program, podobno ciągle jest w telewizji. ,,Podobno”, ponieważ sama jej nie oglądam. Nie mogę mu wybaczyć, że to zrobił. Nawet nie chodzi o Prim. Dopiero teraz zrozumiałam, że nigdy nie był moim przyjacielem. Bo gdyby był, czy zostawiłby mnie na pastwę losu? Nie odzywa się, nie pisze, ani nie dzwoni. Chociaż szczerze mówiąc już po moich Igrzyskach zaczęliśmy się od siebie oddalać. Tylko je mogę winić za rozpad naszej przyjaźni. I w sumie siebie samą.

Kopię mały kamyk, który przemieszcza się o kilka centymetrów. Wzdycham. Muszę się zacząć zbierać, wolę być w domu, kiedy przyleci Johanna. Ma ze mną zamieszkać, podobno to poprawi jej stan psychiczny. Na jej nieszczęście ciągle przebywa w zakładzie dla ,,lekko szurniętych”, jak ja to nazywam. Zamknęli ją tam zaraz po wojnie. To właśnie dzięki niej stałyśmy się dla siebie jak siostry. Kto by pomyślał, Johanna Mason, zwyciężczyni 71 Głodowych Igrzysk stanie się mi tak bliska?

Poznałyśmy się na trzecim Ćwierćwieczu Poskromienia. Wtedy szczerze ją nienawidziłam, zresztą z wzajemnością. Dopiero po tym, jak została sprowadzona do 13 Dystryktu razem z Peetą, po torturach w Kapitolu, zaczęłam ją tolerować. Z czasem się polubiłyśmy, zaczęłyśmy razem trenować i tak między nami wyrosła jakaś więź. Lecz zaraz po wojnie została umieszczona w tym okropnym, bezuczuciowym zakładzie. Ale mimo tego nadal utrzymujemy za sobą kontakt. Piszemy, dzwonimy, przeważnie milczymy. Wiem, że to zarówno mi, jak i jej to pomaga, chociaż nigdy się do tego nie przyzna. Nie lubi mówić o uczuciach, przynajmniej w tym temacie się zgadzamy.

Uśmiecham się na myśl, że mamy razem zamieszkać. To oczywiste, że będziemy się kłócić, ale w głębi ducha obecnie tylko ona mnie rozumie. Tylko ona utrzymuje ze mną kontakt, nie pozwalając mi na całkowite załamanie, oczywiście nie licząc Śliskiej Sae i Haymitcha. Zresztą on się chyba nie liczy, i tak ciągle pije u siebie w domu. Czasami wpadnie, popatrzy jak gapię się w ogień, poklepie mnie po ramieniu i wyjdzie. Innymi słowy: raz na jakiś czas sprawdza czy żyję. A ja, nawet tego, jak już wszystkiego w życiu, nie jestem do końca pewna.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam ponownie kochani czytelnicy! Jak w szkole? Ktoś ma dużo sprawdzianów, bo czekają go jakieś egzaminy? (Tak jak w moim przypadku :) )
Dziś mam dla Was dwie wiadomości: dobrą i złą.
Zacznę od tej złej. Cóż... Rozdział nie powala, wręcz zanudza, wiem. Po prostu chciałam jakoś wyprostować sprawę z Gale'm, a kompletnie nie miałam na to pomysłu, więc wyszło jak wyszło.
Lecz jest i dobra wiadomość! W następnym wpisie pojawi się już akcja, więc nie będzie nudno ;)Przynajmniej mam taką nadzieję... :DD
Jest jeszcze jedna wiadomość. Zrobiłam niedawno ,,Spis treści", ale nie wiem, czy słusznie. Bo aktualnie na moim blogu jest i ,,Spis treści" i ,,Archiwum bloga". To które mam usunąć? A może zostawić tak jak jest?
A i chciałam wam serdecznie podziękować! Poprzedni post skomentowało aż 8 osób, a wyświetleń jest już 500, co naprawdę mnie cieszy! Mam nadzieję, że aktywność nie spadnie kochani :)
Więc jeszcze raz przepraszam za trochę nudnawy post, następny będzie lepszy!
A zatem zapraszam do czytania i oczywiście komentowania! :*
Viks
PS. Przypominam o ankiecie :D




14 komentarzy:

  1. Cześć
    Ten post również mi się podoba. Tłumaczy wątpliwości.
    Na temat na przykład Gala. Już nie mogę doczekać się kolejnego. Na pewno go przeczytam.
    Fanka Twojego bloga.
    Dudi❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że tak uważasz :*
      Chciałam właśnie wyjaśnić pewne sprawy, więc cieszę się , że ci się to podoba <3
      Viks

      Usuń
  2. Wspólokatorki, yay cieszę się, że zamieszkają wspólnie może to po części pomoże Katniss się pozbierać i iść na przód a nie cały czas patrzeć w tył i mieć wyrzuty sumienia. Tak więc rozdział super i czekam na kolejny,
    Pozdrawiam Gabriela i dziękuję za miły komentarz u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że spodobał ci się ten pomysł ^^ Uważam tak samo jak ty ;)
      Kolejny w sobotę :*
      Nie ma za co, rozdział był boski <3
      Viks

      Usuń
  3. Super rozdział. Nie mogę doczekać się soboty.
    Zonia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję <3 Już niedługo, już niedługo ^^
      Viks

      Usuń
  4. Świetny blog,rozdział również.Czekam na kolejny.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziekuję <3 Kolejny w sobotę ^^
      Viks

      Usuń
  5. Je je je !! Udało mi się dodać kom przez telefon :D w końcu !! Czekam na następny rozdział :D pannahutcherson

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że narezcie się udało! <3 Kolejny już jutro ^^
      Viks

      Usuń
  6. U mnie dzisiaj Nowa notka :D zaraz pewnie ją dodam także serdecznie zapraszam na porebelii.blog.pl ( mam nadzieję że się nie wkurzysz za reklamę bloga ).pannahutcherson

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już lecę czytać :* Cudownie, że dodałaś nową, umierałam z ciekawości ^^
      No co ty, nie jestem zła za reklamę! ;)))) A widziałaś, że Twój blog znalazł się na moim w zakładce ,,co czytam?"
      Lecę czytać!
      Viks

      Usuń
  7. Ha, wiedziałam, że to sen! (To znaczy nie wiedziałam, ale ćsii)
    Bardzo fajny pomysł z dodaniem fragmentu z książki (tamten cytat o Gale'u i "uczcie" był z pierwszych rozdziałów pierwszej części jeśli dobrze pamiętam :D)
    Tak Ci powiem, że nieźle mnie wystraszyłaś tym zdaniem "Kiedy jeszcze nie uczestniczyłam w Igrzyskach, w wojnie i kiedy jeszcze miałam Gale’a.
    Na myśl o nim, coś skręca mnie w żołądku. Jego już nie ma i nigdy już nie wróci." Co to przepraszam bardzo za straszenie czytelnika ma być? Ja już cała w łzach, że Gale nie żyje, że jedyna znośna postać (przynajmniej z tych wykreowanych przez Collins, nie wiem jeszcze jak będzie u Ciebie :) ) odeszła...Tak się nie robi :P
    Lecę czytać dalej!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ćsi...;)
      Dziękuję :) Chociaż musiałam go przepisywać, bo *brawo ja* nie wpadłam na pomysł, aby skopiować go z internetu... :') Tak, z pierwszej ;)
      Och, przepraszam, nie chciałam nikogo nastraszyć ;) Ej, nie powiedziałam, że nie żyje, więc bez rozpaczy mi tu ;) Chodziło o to, kiedy jeszcze był jej przyjacielem :D
      Ykhym, z tymi postaciami wykreowanymi przez p. Collins przemilczę...:') Nie no, żarcik, ale naprawdę lubisz tylko Gale'a? A Johanna, Cinna, Haymitch? Peeta? No nie, musisz lubić kogoś jeszcze! :))
      Dziękuję za komentarz <3
      Viks

      Usuń