niedziela, 15 maja 2016

Rozdział 20 - ,,Działania przynoszą skutki"

Opieram się o balustradę tarasu. Lekki wiatr rozwiewa moje włosy. Parzę w niebo i zastanawiam się, jak ten czas szybko leci. Liście robią się coraz bardziej zielone, a kwiaty przed domem Peety już zakwitły na przeróżne kolory. Nagle zauważam, jak z sąsiedniego domu wychodzi Haymitch z Effie. Kobieta ma już ledwie zauważalnie zaokrąglony brzuszek, a mentor wpatruje się w nią z uwielbieniem. Uśmiecham się. Odkąd miesiąc temu Effie z nim zamieszkała, wydaje się być innym człowiekiem. Może i ciągle jest zgryźliwy, ale widać po nim, że jest dumny i szczęśliwy.

Naglę czuję, jak mocne ramiona obejmują mnie w tali. Uśmiecham się i odwracam się przodem do Peety. Patrzy na mnie swoim czułym wzrokiem, na co nogi od razu mi miękną.

- Nad czym tak rozmyślasz kochanie?

- Właściwie to o Haymitchu, jego związku i o tym, że czas tak szybko płynie…

- Czy coś się stało? Przeważnie nie rozmyślasz o takich sprawach – marszczy czoło.

- Wiem, ale… - wzdycham – Nie uważasz, że wszystko jest zbyt idealne, żeby było prawdziwe? – pytam, a na widok jego nierozumiejącej miny, dodaję – Ja mam ciebie, Haymitch ma Effie, a Johanna jest szczęśliwa. Nie kłócimy się, nic się złego nie dzieje. Nie uważasz, że to jakiś znak? Taka cisza przed burzą?

Peeta patrzy na mnie zdezorientowany, po czym całuje mnie w czoło i szepcze:

- Katniss… Nie rozmyślaj nad tym. Spójrz na to inaczej. Może po tym wszystkim co nas spotkało, las nareszcie chce dać nam spokój?

Już mam zaprzeczyć, ale się powstrzymuję. Nie chcę go martwić moimi chmurnymi przemyśleniami. Wiem, że może to nie ma sensu, ale czuję, że coś się zbliża. Coś złego. Nie wiem jeszcze co, ale na razie postanawiam cieszyć się swoim szczęściem.

- Ja już pójdę – uśmiecham się, starając się zamaskować przygnębienie – Johanna znów będzie się zamartwiać, czemu nie wróciłam na noc – wpinam się na palce i delikatnie go całuję.

- Zobaczymy się jutro? – pyta, trącając mnie nosem.

- Mam nadzieję.

Perspektywa Johanny

Ciekawe, co Katniss znowu porabia. Ja rozumiem, że spędzanie nocy z Peetą może być, delikatnie mówiąc, interesujące, ale mogłaby chociaż uprzedzić. Nie żeby mi to jakoś przeszkadzało, ale mimo wszystko, trochę mi przykro, że ostatnio spędza czas tylko z Peetą.

Znudzona brakiem zajęcia, postanawiam, że przejdę się do lasu. Zakładam sweter, czarne glany nabijane ćwiekami i wychodzę z domu. Pierwsze co widzę, to Katniss żegnającą się czule z Peetą. Na ten widok coś mnie w środku zakuło, ale szybko odparłam od siebie tą myśl.

Kiedy znalazłam się w lesie, usadowiłam się na połamanym konarze i oprałam się o gałęzie. Westchnęłam głęboko, wdychając w płuca leśne powietrze. Negatywne emocje w miarę mnie opuszczały. Już rozumiem, czemu Katniss tak kocha to miejsce. Tu jest tak spokojnie, tajemniczo i zarazem świeżo. Las w Dwunastce zupełnie różni się od lasów w Siódemce. Tam ciągle słychać siekiery odbijające się od twardych pni wieloletnich drzew i wzdychanie zmęczonym pracowników.

Wracam myślami do nieprzyjemnego uczucia, jakie poczułam na widok Katniss z Peetą. Czyżbym była zazdrosna? Nie, raczej, nie… A może jednak? Chyba chciałabym być przez chwilę na miejscu Katniss. Poczuć wsparcie i miłość osoby, która cię kocha. Może i byłam wredną zabójczynią z siekierą, ale umiałam kochać. Na swój własny sposób, ale jednak.

Przypominam sobie moje dzieciństwo. Może nie żyłam w przepychu, ale nie byłam też biedna. Moja mama zajmowała się sprzedawaniem drewnianych zabawek w fabryce, a tato był drwalem, jak prawie każdy mężczyzna w siódemce. Miałam również dwóch starszych braci – Thomasa i Martina. Byliśmy bardzo kochającą się rodziną. Moi bracia skończyli już szkołę i mieli żony. Podziwiałam ich. Zawsze byli tacy rozsądni, poukładani i nie sprawiali żadnych problemów. Zawsze mi pomagali w nauce. Wszyscy myśleli, że podziwiam ich tylko z tego powodu. Jednak ja zawdzięczałam im zdecydowanie więcej.

Kiedy skończyłam dwanaście lat, Thomas i Martin zaciągnęli mnie w głąb lasu. Przestraszyłam się, więc zaczęłam ich kopać, gryźć i szarpać, ale szybko mnie unieruchomili. Do dziś pamiętam słowa jakie wypowiedzieli ,,Wodzisz Jo? Tak szybko cię obezwładniliśmy. Tak samo będzie na Arenie. A my nie możemy do tego dopuścić. Za bardzo cię kochamy, Jo”. Wtedy zrozumiałam, o co im chodzi. Przez kilka lat uczyli mnie wszystkiego, co powinno mi pomóc na Arenie: samoobrony, obezwładniania, idealnej walki wręcz, walki z bronią, w szczególności z siekierą. Kiedy mnie wylosowano, byłam gotowa, pewna siebie i zdeterminowana. Chciałam pokazać braciom, że ich praca nie poszła na marne i dam radę przeżyć.

Kiedy wróciłam zwycięsko po Igrzyskach, zaczął się koszmar. Dowiedziałam się, że mama nie wytrzymała widoku swojej córki jako morderczyni i popełniła samobójstwo. Braci nie było wtedy w domu, więc domyślałam się, że są w lesie. I miałam racje. Ale tylko w połowie. Znalazłam ich, ale byli już martwi. Do drzewa przy którym uczyłam się wykopów przyczepili kartkę z listem pożegnalnym.

Chcieliśmy, abyś nigdy nie musiała przechodzić tego piekła, abyś zawsze była bezpieczna. Nieświadoma tego bólu i uczucia, kiedy mordujesz z zimną krwią. Ale mimo wszystko przygotowaliśmy cię na najgorsze, które się wydarzyło. I teraz tego żałujemy. Żałujemy, że zniszczyliśmy naszą Jo i stworzyliśmy kogoś zupełnie innego. Przepraszamy, Jo. Jeśli kiedykolwiek znowu nią będziesz.
T&M


Ten cios ostatecznie mnie złamał. Odcięłam się od świata do tego stopnia, że nie zauważyłam śmierci swojego ojca, który miał zawał. Nie miałam już nikogo. I już nigdy nie byłam dawną Jo.

Wynurzam się z lawiny wspomnień. Ocieram łzy, które wypłynęły bez mojego pozwolenia i staram się przywołać do porządku. Jednak ponownie wybucham płaczem. Nie mogę uwierzyć, że ta historia ponownie zawładnęła moim sercem. Biorę głęboki oddech, ale ręce ciągle mi się trzęsą.

Nagle uświadamiam sobie, że ponownie pragnę poczuć się jak w dzieciństwie. Chcę, aby ktoś mnie kochał. Troszczył się o mnie. Nie patrzył na moje wady, tylko akceptował mnie w pełni. Z moim niewyparzonym i sarkastycznym językiem, odziedziczonym po Thomasie i buntowniczym, ale zarazem ciepłym charakterem, zostawionym przez Martina.

Tak bardzo ich kochałam. Chciałabym, aby patrząc na mnie z góry, uświadomili sobie, że ich Jo chce wrócić, tylko potrzebuje pomocy. Potrzebuje ciepłej ręki i czułego serca, chociaż sama ze sobą się sprzecza.

Wzdycham. Tylu rzeczy nie wiem. Czy kiedykolwiek opuszczę mnie wyrzuty sumienia o śmierci najbliższych? Czy znajdzie się osoba, która mnie zaakceptuje? Czy otworzę się przed nią? Czy kiedykolwiek będę szczęśliwa?

Pewnie nigdy nie poznam odpowiedzi na te pytania. Po przekroczeniu linii lasu znów stanę się zimną, sarkastyczną Johanną bez serca. No, może jedynie przy Katniss i Peecie jestem w miarę sobą. Ale oni są moją rodziną. I oni mnie akceptują.

Ale ja potrzebuję innej akceptacji. Przyjaźni. Miłości. Jednak wiem, że to nierealne. I nie wiem, czy dawna Jo kiedykolwiek wróci.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejo, kochani! Jak tam u Was po weekendzie? Wypoczęliście?
Ja miałam urwanie głowy, co widać po moim spóźnieniu się z notką. Wybaczcie ten jeden dzień spóźnienia :C Po prostu w sobotę byłam na ,,planie filmowym" - nagrywałam filmik do szkoły na informatykę, a dzisiaj byłam w Parku Praskim na wręczeniu certyfikaty Pól Nadziei (no nieważne, taka akcja charytatywna) Jeszcze raz przepraszam. Kolejny jak zawsze w środę.
Co do rozdziału... I jak? Prawie cały jest napisany z perspektywy Johanny, więc nie wiem, czy zbytnio wyszedł. Johanna ma inny charakter niż Katniss, więc nie wiedziałam, jak przedstawić jej myśli i uczucia. Mam nadzieję, że jakoś to wyszło ;))
A i nie wiem czy zauważyliście, ale dodałam w pasku obok informację o moim blogowym mailu. Jeśli macie jakąkolwiek sprawę do mnie - nawet totalną błahostkę - śmiało piszcie! Postaram się odpisywać w trybie natychmiastowym. blog.viks@gmail.com
To w takim razie zapraszam do komentowania! Dzięki Waszym komentarzom po mimo całego zabieganego weekendu, chce mi się pisać rozdział o tak późnej porze i go wstawiać, więc poświęćcie te 5 min i kliknijcie ,,prześlij komentarz" :)
Do środy kochani! :* <3
Viks

środa, 11 maja 2016

Rozdział 19 -,,Mała istotka"

- Co tu się wyprawia? – mówi szeptem Johanna. Jestem przerażona, zszokowana i totalnie nie wiem, co mam odpowiedzieć, bo to co widzę, jest jedną z dziwniejszych rzeczy, jakie miałam okazję zobaczyć.

Z domu Haymitcha wybiega owa blondynka. Jednak teraz nie jest już taka zadbana i lekko zdenerwowana, jak wtedy, kiedy szła do naszego mentora. Teraz ma wymięte ciuchy, zniszczoną fryzurę i rozmazany makijaż. Głośno szlocha i pada na kolana na samym środku Wioski. Haymitch coś krzyczy i po chwili również wybiega z domu, goniąc kobietę. Pada przed nią na kolana, a po jego policzkach również płyną łzy. Bierze głowę blondynki w twarz i ją całuje, co powoduje, że kompletnie nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Po momencie odrywają się od siebie, a były mentor gorączkowo jej coś tłumaczy. Ona na to tylko kiwa głową i jeszcze bardziej zanosi się płaczem.

Nie wiem ile czasu minęło, ale nagle nas zauważają. Robią zdziwione miny i wstają z ziemi. Haymitch szepcze coś kobiecie, na co ta kiwa delikatnie głową i wraca do domu. Nasz mentor podchodzi do nas, o drodze ocierając ledwo zauważalne łzy.

- Ja… Nie mam siły, aby teraz wam opowiadać tą historię. Przyjdźcie wieczorem. I najlepiej zapomnijcie co tu widzieliście – mówi, kręcąc głową i pociera twarz ręką. Wygląda na zmęczonego, zdenerwowanego, ale przede wszystkim szczęśliwego.

***

Siedzę na miękkiej kanapie, a obok mnie Peeta trzyma mnie za rękę. Johanna założyła nogę na nogę i zapadła się w skórzanym fotelu, podobnie jak ja, czekając na wyjaśnienia.

Najbardziej dziwi mnie to, co widzę przed sobą. Do Haymitcha przytula się kobieta, którą już rozpoznałam, chociaż z wielkim trudem. Zresztą, Effie jest teraz nie do poznania. Gdzie się odziała dawna opiekunka trybutów z Dwunastki? Zniknęły kolorowe peruki, makijaże, sztuczne paznokcie i wiele dziwnych dodatków. Teraz miła, sympatyczna blondynka tuli się do mojego dawnego mentora. I to wszystko komplikuje, ponieważ teraz to już w ogóle nic nie rozumiem.

- Możecie nam wreszcie wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi? Wybaczcie, ale niezbyt rozumiem zaistniałą sytuację – Johanna robi kilka wdechów i wydechów, i w miarę spokojnie kieruje pytanie do nowej ,,pary”

- Właściwie… Sam nic nie rozumiem – śmieje się Haymitch, marszcząc czoło – Znaczy… Już wam wszystko tłumaczę. Nawet nie wiem, od czego zacząć. Hmm, może od początku, co? – robi minę, jakby sobie coś przypominał, po czym zaczyna opowiadać.

- Kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy do Kapitolu, było mi ciężko. Nie mogłem pić, byłem ciągle zestresowany. Spotykałem się początkowo z Beetee’em, aby zabić czas, ale w końcu nie wytrzymałem. Pewnego wieczoru poszedłem do baru. Musiałem się napić. Przy ladzie zaczepiła mnie pewna blondynka – spojrzał na Effie i czuło się do niej uśmiechnął – Spojrzała na mnie i powiedziała ,,A ty ciągle pijesz?”. Dopiero po chwili zorientowałem się, że to Effie. Byłem w kompletnym szoku. Uśmiechnąłem się do niej i odpowiedziałem ,,A ty się jednak zmieniłaś.”, na co ona odrzekła ,,Ty też powinieneś”. Tamtej nocy stało się coś nieoczekiwanego. Pamiętacie, że pewnego razu nie wróciłem do domu? Tamtą noc spędziłem z Effie. Niestety, następnego dnia ona zniknęła. Szukałem jej, ale na daremno. Właśnie wtedy uzmysłowiłem sobie, że chcę zmienić swoje życie. Skoro Effie potrafiła zrezygnować z tylku rzeczy, to może ja też powinienem? A zwłaszcza, że teraz miałem o co walczyć. Ze wszystkich sił chciałem odzyskać Effie. Jednak poległem. Nie udało mi się to, więc wróciłem samotnie do Dwunastki. Nie miałem pojęcia, dlaczego mnie zostawiła. Aż do dzisiaj. Byłem taki szczęśliwy, że wróciła. Tego uczucia nie da się opisać słowami.

- Ale… Nie rozumiem. To czemu wy się tak kłóciliście? – Peeta zadaje pytanie, które właśnie wychodziło z moich ust.

- To moja wina – szepcze Effie – Tamtej nocy stało się coś, czego nie przewidziałam. Przestraszyłam się. Nie chciałam tego. Bałam się przede wszystkim reakcji Haymitcha, odrzucenia, odpowiedzialności. Ciągle nie wiem, czemu odważyłam się tu dzisiaj przyjść.

- Bardzo dobrze, że jednak przyszłaś – przerywa jej mentor – Teraz jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Ale rozumiem cię. I nie jestem na ciebie zły. Jestem szczęśliwy. Bo teraz mam ciebie.

Widzę ich szczęście i nie mogę powstrzymać uśmiechu. Wydają się tacy szczęśliwy, tacy… Zakochani? Patrzą na siebie z czułymi uśmiechami, a w ich oczach miga miłość. Wszyscy milczymy, patrząc na początek ich związku.

Miłosną atmosferę przerywa Johanna.

- Ale… Co takiego zdarzyło się tamtej nocy? To było coś poważnego, skoro Effie uciekał, prawda? – Mason marszczy czoło, wymyślając w głowie różne teorie.

- Stało się i to poważnego, niespodziewanego i niezwykłego. Zrozumiałem, że muszę się zmienić dla Effie. Dla nich – Haymitch kładzie dłoń na brzuchu Effie, a ta rozpromienia się i mówi:

- Jestem w ciąży.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, hej kochani! Jak tam Wam tydzień mija? Mam nadzieję, że dobrze :D
I co, zaskoczeni? Znaczy to było oczywiste, że to jest Effie :') Ale ta historia? A może zakończenie? Mam nadzieję, że jednak udało mi się czymś zaskoczyć ;')
Wybaczcie, że dziś tak krótko :( Ale mam nadzieję, że treść jakoś sama się uratuje :*
Zapraszam do zakładki ,,Bohaterowie" ;) Zobaczycie tam nową Effie i zmianę pod zdjęciem Haymitcha :D
Widzę, że komentarze spadły :( No cóż, mogłam się tego spodziewać.
Do soboty, kochani <3
Viks

niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 18 - ,,Nieznajoma"

Wyglądam przez okno. Kwiecień jest piękny. Lasy, łąki i pola migają mi przed oczami, ale nie zwracam na nie uwagi. Skupiam się tylko poczuciu szczęścia i bezpieczeństwa, jakie daje mi ciepła dłoń, która delikatnie ściska moją.

Peeta przysuwa usta do mojego ucha i szepcze cicho:

- Zaraz będziemy na miejscu. Cieszysz się?

- Z tego, że wracam do domu? Oczywiście, że tak. Tęsknię za Dwunastką i normalnym życiem…

- Mam nadzieję, że w twoich fantazjach o spokojnym życiu jest miejsce dla mnie – uśmiecha się zmysłowo i delikatnie mnie całuje. Przysuwam się bliżej niego i pogłębiam pocałunek, delikatnie zamykając oczy…

- Naprawdę? Musicie się ślinić nawet w poduszkowcu? – jęczy Johanna, chociaż wiem, że cieszy się z mojego szczęścia. Chichoczę i odsuwam się od ukochanego.

Ponownie wyglądam przez okno. Przypominam sobie pożegnanie z Dorą, którą przez ostatni czas bardzo polubiłam. Obiecała, że niebawem nas odwiedzi, ale nie wie, kiedy dokładnie znajdzie czas. Dowiedziałam się, że Dora jest fotografem i często jest w rozjazdach. Może kiedyś zajedzie i do Dwunastki.

Jesteśmy już nad Ósemką. Annie niedawno wysiadła. Ona również zapewniła, że niebawem do nas wpadnie. Wprawdzie już za nią tęsknię. Przez ostatni czas razem z Johanną stała się dla mnie jak siostra. Szkoda, że już się rozstajemy. Spędziłam z nią naprawdę szczęśliwe chwile.

Zerkam na Haymitcha. Siedzi obok Johanny, ale myślami wydaje się błądzić gdzieś zupełnie indziej. Zresztą ostatnio ciągle jest zamyślony. Przestał pić, ale ciągle go nie było w Ośrodku. Podobno spotykał się z Beetee’em, ale sprawa zaczęła robić się podejrzana. Niby czemu miał się z nim tak często spotykać? I czemu po tych spotkaniach wracał taki rozradowany, a już kilka dni później wpadł w odrętwienie i smutek? Podzieliłam się moimi przemyśleniami z Peetą, na co ten obiecał porozmawiać z naszym mentorem. Jednak ta rozmowa skończyła się na tym, że Peeta niczego się nie dowiedział, a jeszcze dostał nakaz, że ma się nie wtrącać w nie swoje sprawy. Zachowanie Haymitcha trochę mnie irytuje, ale wiem, że jak chcę się czegoś dowiedzieć, to Haymitch sam musi chcieć nam powiedzieć o co chodzi.

- Kochanie, już jesteśmy – Peeta delikatnie głaszcze mnie po policzku, po czym mnie w niego całuje. Uśmiecham się leniwie i wysiadam z poduszkowca.

Dwunastka wygląda o wiele lepiej, niż przed moim wyjazdem. Już wszystkie drzewa i kwiaty zakwitły, więc jest tu niesamowicie pięknie.

Peeta odnosi moje walizki do mojego domu. Johanna obiecuje, że rozpakuje nasze rzeczy, po czym idziemy do Peety, aby i on odniósł swoje torby. Kiedy Peeta jest już rozpakowany, wychodzimy na taras i siadamy na huśtawce. Opieram głowę o ramię Peety, na co on obejmuje mnie z troską.

- Cieszę się, że jesteśmy już w domu. Nareszcie wszystko zaczyna się układać – uśmiecham się delikatnie.

- Tak… - odpowiada zamyślony.

- Coś się stało? – pytam, bawiąc się rzemyczkami i fikuśnymi ozdobami zawieszonymi na huśtawce.

- Nie… Właściwie to tak – podnosi się, zmuszają tym samym mnie, abym usiadła prosto. Patrzę na niego zdenerwowana, zastanawiając się, o co może mu chodzić – Katniss… Nareszcie wszystko między nami zaczęło się układać, jesteśmy szczęśliwi, a co najważniejsze wróciliśmy do Dwunastki, więc… Pomyślałem sobie, że może... Wiesz, żebyśmy… - bierze głęboki oddech - Przeprowadzisz się? Zamieszkasz ze mną? – pyta, patrząc na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, a ja zastygam. Nigdy o tym nie myślałam. Nie jest jeszcze za wcześnie? Dopiero co zaczęło się nam się układać, ale żeby przeprowadzka?

Odsuwam się od niego na drugi koniec ławki, ale i tak dzielą nas tylko centymetry. Patrzę na niego zdezorientowana.

- Nie, raczej nie… - mówię szeptem, po czym pośpiesznie dodaję – Nie zrozum mnie źle. Chciałabym, ale nie jest jeszcze za wcześnie?

Na jego twarzy pojawia się grymas bólu, jakbym go spoliczkowała. Przeczesuje ręką włosy zdenerwowanym ruchem ręki i patrzy na mnie przenikliwym wzrokiem.

- To jest jedyny powód? Że jest za wcześnie? Myślałem… Myślałem, że tego chcesz, że budujemy nasz związek od nowa, ale chyba się myliłem – chce wstać, ale uniemożliwiam mu to, wdrapując się na jego kolana. Obejmuję rękami jego twarz i zmuszam się, aby na mnie spojrzał.

- Peeta… Proszę, nie myśl tak. Zależy mi. Naprawdę, czasami aż boję się, że i tobie, i mi zależy aż za bardzo. Po prostu… Daj mi trochę czasu, dobrze? Kilka tygodni, nie dłużej. Chcę ochłonąć. Nacieszyć się spotykaniem z tobą. Proszę tylko o odrobinę czasu.

Peeta patrzy na mnie przez chwilę, po czym wpija się swoimi ustami w moje. Wargi ma delikatne i ciepłe, ale całuje mnie z mocą. Wygodniej na nim siadam i wplątuję dłonie w jego blond loki, aby przyciągnąć go bliżej. Dłońmi łapie mnie w talii, jakby bał się, że mu ucieknę.

Po chwili odrywamy się od siebie i stykamy się czołami. Nasze zdyszane oddechy mieszają się ze sobą.

- Przepraszam. Nie chciałem naciskać. Myślałem, że już jesteś gotowa. Ale poczekam. Tylko nie odchodź ode mnie, nie wytrzymałbym tego – szepcze.

- Nigdzie się nie wybieram, mistrzu – delikatnie gładzę jego jednodniowy zarost, po czym ponownie się całujemy.

***

Spacerujemy po Wiosce Zwycięzców, trzymając się za ręce. Jestem taka szczęśliwa. Uświadamiam sobie, że muszę być niesamowitą farciarą, że ktoś taki jak Peeta chce był właśnie ze mną. Nie wiem, czym sobie zasłużyłam na jego dobroć, troskę i miłość. On jest taki dobry, taki kochający, a ja… Cóż, mogę stwierdzić, że do ideałów to ja nie należę.

- Nad czym tak rozmyślasz?

- Właściwie to nad tym, że jestem najszczęśliwszą i najbardziej znienawidzoną kobietą w Panem – Peeta patrzy na mnie zdezorientowany, na co dodaję – Najbardziej szczęśliwą, bo mam ciebie, a najbardziej znienawidzoną, bo teraz masa twoich fanek szaleje z zazdrości o ciebie. I wcale się im nie dziwię. Nie wiem, co bym zrobiła, gdybyś był z kimś innym – wzdycham, poprawiając włosy wpadające mi do oczu.

- Sprawię, że nie będziesz musiała się przekonywać, co byś zrobiła. Jestem tylko twój.

- Wiem i to jest właśnie takie dziwne.

- Dziwne? Niby czemu?

- Peeta… Naprawdę muszę ci to tłumaczyć? Jesteś cudownym facetem, zawsze w pierwszej kolejności myślisz o innych, pomagasz im, ty jesteś po prostu chodzącą dobrocią. W dodatku jesteś utalentowany na milion sposobów, a o tym, że jesteś najprzystojniejszym facetem na tym świecie to już nie wspomnę. Więc niby czemu masz być z kimś takim jak ja?

- Katniss – zatrzymuje się naprzeciwko mnie i delikatnie łapie moją twarz w swoje dłonie – Jesteś najcudowniejszą osobą jaką spotkałem. Jesteś mądra, dzielna, odważna. Niesamowicie strzelasz z łuku. I w dodatku piękna. Marzyłem, żeby być z tobą. Musisz wreszcie to zrozumieć.

- W twoich ustach wszystko brzmi jak bajka – mówię zgryźliwie, na co Peeta wybucha śmiechem i otacza mnie ramieniem.
Spacerujemy jeszcze chwilę, gdy nagle dostrzegamy jakąś dziewczynę, a raczej kobietę która wchodzi do Wioski. Ma na sobie zwyczajne jeansy, błękitną koszulę i trampki. Wydaje się być zdenerwowana, a jej twarz jest dziwnie znajoma.

- Kto to? – Peeta próbuje podejść bliżej, ale tajemnicza nieznajoma znika w drzwiach prowadzących do domu Haymitcha, co nas wprawia w jeszcze większy szok.

- Nie wiem, ale skoro nie wychodzi, to może jakaś jego znajoma z dawnych lat. Wracajmy do domu, zapytamy go o nią przy najbliższej okazji.

Kiedy docieramy z Peetą do naszego mieszkania, opowiadamy wszystko Johannie. Teraz siedzimy wszyscy w kuchni, zastanawiając się, kim jest ta kobieta.

- A może… No wiecie, oni… - Johanna nie kończy.

- Sugerujesz, że Haymitch ma romans? – Peeta domyśla się szybciej niż ja.

- Wiesz, nic nigdy nie wiadomo – Johanna rusza wymownie brwiami, na co wybucham śmiechem.

- Daj spokój. Haymitch i romans? Ja raczej sądzę, że to ma jakiś związek z jego dziwnym zachowaniem w Kapitolu i zresztą teraz też – mówię domyślnie.

Nagle wszyscy podrywamy się, słysząc wrzaski dochodzące z domu Haymitcha. Wybiegamy na zewnątrz, a to co widzimy, sprawia, że jesteśmy kompletnie zszokowani…
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie kochani! Jak tam po weekendzie?
Wiem, że znowu się spóźniłam, ale wcześniej po prostu nie dałam rady napisać rozdziału. :C Bardzo Was przepraszam. Ten rozdział nie jest najlepszy, ale... No nie wiem, w każdym bądź razie, rozdział który będzie w środę, będzie lepszy.
Tak, właśnie tak, kolejny rozdział będzie w środę :) Wracam do Was z pełną parą, teraz notki będą już regularnie.
Zapraszam do komentowania! ^^
Do środy :)
Viks

środa, 4 maja 2016

Katar, rozdział i mała zapowiedź...

Witajcie moi drodzy czytelnicy. A raczej powinnam Was powitać głośnym ,,A psik!".
Dokładnie tak - nie ma to jak zachorować w połowie majówki i nie wyzdrowieć do tej pory. Wiem, że czekacie na rozdział, który powinien pojawić się już dawno, dawno temu, ale niestety. W ostatnich dniach tylko leżę i się leczę. Bardzo, ale to naprawdę bardzo chciałam coś napisać, jednak sami rozumiecie... Wolę napisać coś raz a porządnie, niż przygotować rozdział na szybko w gorączce i z pomocą kataru. Jeszcze raz bardzo Was przepraszam.
Więc kiedy nowy rozdział? Dokładnie nie wiem, być może w piątek. Czemu nie jutro? Otóż jutro będę  w Toruniu na wycieczce. Tak długo na nią czekałam, że ostatnio nic, tylko leżę w pokoju pod kołdrą z gorącym mlekiem z masłem i miodem, i proszę się w myślach, abym na wycieczce czuła się w miarę dobrze. Wracając do rozdziału - naprawdę mam nadzieję, że w piątek zbiorę się w sobie i go napiszę. A przynajmniej z całych sił się postaram.
Wasza autorka,
Viks
A w oczekiwaniu na nowy post, mam dla Was małą zapowiedź o tym, co wydarzy się w kolejnych rozdziałach...

Katniss, i Peeta wracają do Dwunastki. Są razem bardzo szczęśliwi, jednak Kotna ciągle mieszka z Johanną. Peeta nie potrafi zrozumieć, czemu Katniss mu nie ufa i przeprowadza z nią poważną rozmowę. Jednocześnie wszyscy zaczynają martwić się o Haymitcha. Mentor od dawna przestał pić, a w Kapitolu ciągle spędzał czas z Beetee'em, a przynajmniej tak wszystkim wmawiał. Po powrocie do domu, Haymitch dziwnie się zachowuje. Wydaje się przygnębiony i widać, że coś go dręczy. Wszyscy dodatkowo się przerażają, kiedy słyszą wrzaski dochodzące z jego domu...
Kim jest zapłakana blondynka na drodze w Wiosce Zwycięsców?
Czy Haymitch nareszcie zmieni swoje życie?
Czy życie Katniss przestanie być wreszcie aż tak skomplikowane?