środa, 24 sierpnia 2016

One Shot - ,,Życie jest okrutne na różne sposoby"

Zerkam w stare, podniszczone lustro. Zbieram moje drobniutkie loki i związuję je starą sznurówką, którą znalazłam w sadzie. Nie chciałam kraść, ale nie stać nas na jedwabne wstążki czy gumki, więc musimy sobie radzić na inne sposoby.

Podnoszę wzrok na trzy wbite w ścianę gwoździe, które zastępują wieszaki i chwytam z nich poszarpaną, cienką bluzę z naszywanymi łatami. Nie zapewni całkowitego ocieplenia, ale przynajmniej nie zmarznę. Zakładam rękawiczki bez palców i ostatni raz zerkam przez popękane, ale krzywo zaklejone taśmą okno. Mrok. Jeszcze nie ma szóstej rano, ale zawsze wolimy być w sadzie wcześniej.

- Rue! - woła mnie tata – Musimy się zbierać. Niedługo rozpoczyna się poranna zmiana.

Wzdycham w duchu, ale nie protestuję. Ostatni raz zaglądam do pokoju, w którym śpi mama z Rikiem. Nie pracuje w sadzie, ponieważ jest poważnie chora. Ma problemy z nogami, przez co nie ustaje na drabinach, a i nie wytrzymuje całego dnia w sadzie. Nikomu o tym nie mówi, ale wiem, że ma żal do siebie, że przez to nie może pracować i pomóc nam w zbywaniu tych marnych groszy.

Wychodzę przed dom, gdzie czeka na mnie tata z pozostałą czwórką mojego rodzeństwa – Astrid i Castrą, Finnem i Kenną. Razem jest nas sześcioro, najmłodszy jest Riko - ma dopiero 3 latka, potem bliźniaczki Castra i Astrid mają dziewięć lat, a Finn ma dziesięć. Najstarsza jest Kenna – ma dziewiętnaście lat i już niedługo przestanie z nami mieszkać, ponieważ jest w zaawansowanej ciąży.

Ruszamy szybkim tempem do sadów. O szóstej kończy się nocna zmiana, a rozpoczyna dniówka. My robimy tylko w dzień. Kilka lat temu zdarzało się, że tata zostawał i na noc, ale wtedy była bardzo sroga zima. Odłączyli nam światło, a Finn miał zapalenie płuc. Nie mieliśmy jedzenia ani wystarczająco pieniędzy, żeby zapewnić mu lekarza. Było wtedy bardzo groźnie, wszyscy byliśmy na skraju wyczerpania.

Bardzo się wtedy bałam o tatę. To, że pracował 24 godzin na dobę to jedno, chodzi o to, że tylko nieliczni zostają na noc w sadach. Po zmroku robi się tam niebezpiecznie. Podobno niektórzy zakradają się tam, aby kraść, a jak ktoś ich zauważy, to robi się groźnie. Wiele osób, którzy zostają na noc już nie wracają. Oczywiście władze to ukrywają, ale to oczywiste, że złodzieje są na tyle zdesperowani, aby zabijać pracowników.

Dochodzimy do sadów, skąd wychodzą zmęczeni robotnicy. Śmierdzą zgniłymi jabłkami, a na plecach dźwigają worki z owocami, które muszą jeszcze odnieść na skup, zanim wrócą do domu. W rękach ściskają noktowizory, które wrzucają do kosza. Oczywiście obok stoi dwóch strażników pokoju, aby ich pilnować. To normalne, choć nie mniej dziwne.

Wchodzimy do sadów i każdy zajmuje się robotą. Nie chcemy marnować ani minuty, im więcej nazbieramy, tym więcej dostaniemy wypłaty pod koniec tygodnia. Znajduję sobie odpowiednie drzewo – wysokie, abym mogła się wspiąć. Przewiązuję sobie koszyk przez pas i zaczynam się wspinać. Gałęzie lekkie strzępią mi rękawiczki, a mięśnie zaczynają pracować, co jest dla mnie zupełną normą.

Naglę słyszę brzęczenie. Zerka szybko w prawą stronę, skąd dobiega dźwięk. No tak. Gniazdo gończych os. Dobrze, że w sadach rosną liście, dzięki którym w razie czego będę mogła zrobić okład na użądlenia.

Omijam gniazdo i wspinam się dalej, aż na sam szczyt. Kiedy tam docieram, zabieram się do racy. Zbieram jabłka raz za razem, ręce ciągle mam w ruchu. Szybko się z tym uwijam, jestem już przyzwyczajona.

- Psst – słyszę – Rue!

Zerkam na sąsiednie drzewo i moje usta rozciągają się w uśmiechu. Na szczycie siedzi Tommy. Jest moim przyjacielem, często umilamy sobie czas spędzony w sadzie na drobnych żartach i rozmowach. Ma czternaście lat, czyli jest dwa lata starszy ode mnie. Chodzimy razem do jednej szkoły.

- Cześć – mówię, ale nie przerywam pracy. Mięśnie mnie bolą mnie niemiłosiernie, a pot leje się po plecach. Pracuję już od kilki godziny, niedługo dojdzie trzynasta, z czego wynika, że właśnie jest największy upał.

- Słyszałaś o Martinie? - szepcze przejęty Tommy, również nie przerywając pracy – Podobno podkradł się w nocy na zmianę.

- Co? - mamroczę zszokowana. Przecież Martin to ten szalony dzieciak, ma dopiero trzy lata. Po co miałby się zakradać do sadu i to w dodatku w nocy?

- Wiem, dziwne. Zabrał noktowizory. Pewnie chciał się tylko pobawić, ale rozumiesz... - Tommy robi ponurą minę i krzywi się ze smutkiem – Zabito go na miejscu.

Uśmiech spełza mi z twarzy równie szybko, jak się pojawił. Nie rozumiem, jak można być takim okropnym... Przecież to dopiero dziecko, w dodatku chore umysłowo... Nie wiedziało co robi, chciało się tylko pobawić, a zginął... To chore, jak można być tak bardzo okrutnym i bezlitosnym?

Pracujemy dalej w ciszy, żadne z nas nie ma ochoty na rozmowy. Uwijam się tak jeszcze z godzinę, póki nie zauważam czerwonej chorągiewki, wywieszonej wysoko nad sadem. No tak, ja wspinam się najwyżej, przez co nikt jeszcze jej nie zauważył. Nucę dobrze znaną nam melodię, a kosogłosy powtarzają ją w całym sadzie. Piękna melodia unosi się jak mgła, przez co wszyscy wiedzą, że mamy przerwę.

***

Robi się coraz bardziej ciemno. Niedługo dojdzie dwudziesta druga, co oznacza koniec dziennej zmiany.

Dawno nie byłam tak wyczerpana. Plecy strasznie mnie bolą, a palce mam w niektórych miejscach obdarte do krwi. Na nic zdały się rękawiczki. W dodatku jest mi strasznie zimno, a jednocześnie pot spływa mi cienkimi strużkami po karku. Kark mam spalony od słońca, przez co niemiłosierne pieczenie przeszkadza mi w pracy.

Odgarniam zdrętwiałą ręką kosmyki, które wpadają mi do oczu. Nagle słyszę ostry gwizd, którym Strażnicy Pokoju informują, że koniec zmiany.

Z westchnieniem schodzę z drzewa, a worek w którym mam zbiory, zarzucam sobie na plecy. Przez ułamek sekundy nogi ugięły mi się pod wpływem ciężaru. Wzięłam głęboki oddech i na drżących nogach doniosłam czterdziestokilowy wór na koniec sadu, gdzie przekazałam go w milczeniu Strażnikom.

Szybkim tempem doszłam do miejsca, w którym wychodziło się z sadu, czekając na tatę, Astrid, Castrę, Finna oraz Kennę. Rozglądam się, ale nigdzie ich nie ma, w dodatku ludzie wychodzący z sadu zaczynają mnie poganiać.

W końcu kątem oka zauważam Kennę, głównie dzięki okrągłemu brzuszkowi ciążowemu. Marszczę brwi, nie rozumiejąc, po co w takim stanie jeszcze pracuje. Przecież jej mąż, Danyl, już dawno zapewnił jej mieszkanie, a nam nie musi aż tak pomagać...

- Kenna! - wołam ją, ale chyba mnie nie słyszy. - Kenna!

Odwraca się w moją stronę ze ściągniętymi brwiami. Podbiegam do niej i przytulam się, czekając, aż również mnie obejmie. Po chwili robi to i opiera brodę na czubku mojej głowy.

- Gdzie tata i reszta? - pytam z niepokojem.

- Już chyba poszli do domu, nie mogli cię znaleźć – odsuwa się ode mnie i lekko opycha w stronę wyjścia – Idź, znasz drogę. Pewnie na ciebie już czekają. Odgarnia mi włosy z czoła i uśmiecha się blado.

- A ty? - łapię ją za rękę i ciągnę leciutko. - Choć, wrócimy raze... - urywam na widok jej drugiej ręki, a raczej tego, co w niej trzyma.

- Jak to? - próbuję wyszarpnąć jej noktowizory, ale jestem za mała – Czemu zostajesz na noc? To niebezpieczne! - krzyczę, choć wargi drgają mi od powstrzymywanego płaczu.

- Rue – Kenna patrzy mi w oczy – Wrócę rano, dobrze?

- Nie! Nie możesz! Zresztą... Po co? Macie z Danylem wszystko czego potrzebujecie, a my... Radzimy sobie! - to nie do końca jest prawda, ale za żadne skarby nie pozwolę jej tu zostać. - A rodzice? Wiedzą? Kenna! Po co to robisz?

- My... Nie jestem już z Danylem. Zostałam bez mieszkania, nie mam żadnych środków na życie, a przecież mały Gerry już niedługo przyjdzie na świat – przełyka łzy, głaszcze się po wydatnym brzuchu i zerka na mnie zeszklonymi oczami – Nie mam nic, Rue. Nawet głupiego łóżeczka dla małego. A dobrze wiesz, że nie poproszę rodziców o pomoc, nie teraz, kiedy mama nie pracuje, a wy ledwo wiążecie koniec z końcem.

Moja starsza siostra wypycha mnie z sadu w tym momencie, kiedy zwraca na nas uwagę Strażnik Pokoju. Podchodzi do nas szybkim, sztywnym krokiem.

- Jakiś problem? - głos ma niemiły, wręcz szorstki.

- Moja siostra... - Kenna odwraca głowę, aby nie było widać jej mokrych policzków – Zapomniała się mnie o coś spytać. Już wychodzi.

- Świetnie – rzuca – Wychodź stąd dziecko, natychmiast.

Potykając się, wychodzę z sadu. Nic już nie rozumiem... Kenna jest przecież w ciąży, a została sama... Zapewne nie powiedziała o tym rodzicom, przecież tata by jej pomógł... Też by został na noc, jej by na to nie pozwolił, nie kiedy spodziewa się dziecka! To tak nierealne...

Z hukiem wpadam do domu. Wszyscy siedzą już przy starym stole, który zrobił kiedyś tata. Łzy toczą mi się po policzkach, ale nie próbuję nawet ich powstrzymywać.

- Rue? - tata podnosi się z krzesła i zerka na mnie z niepokojem – Gdzie Kenna? U Danyla?

- W sadzie! Jak... Jak mogliście tego nie zauważyć? Została na noc... – ze szlochem opieram się o ścianę, nie widząc, co mam zrobić w tej sytuacji.

- Jak to? - pyta tata, ale nie zwracam na niego uwagi, bo dostrzegam coś innego. Mama siedzi ze wzrokiem wbitym w stół, usta ma zaciśnięte w cienką kreskę. Unika mojego spojrzenia na tyle skutecznie, że zaczynam się domyślać, o co jej chodzi.

- Ty... Ty wiedziałaś! - chrypię, nie zważając na to, co mówię. Podnosi na mnie wzrok, oczy ma smutne, a po policzku toczy jej się samotna łza.

- Podsłuchałam... Jak rozmawiała z Danylem, był tu wczoraj. Wiem o wszystkim. Ale... Nie miałam pojęcia, że została w sadzie! - mama już nie ukrywa przerażenia.

- Zaraz... Możecie mi powiedzieć, o co chodzi?! - tata ze zdenerwowania wali ręką w stół, a ja wybiegam z kuchni. Wchodzę do pokoju, który dzielę zresztą rodzeństwa i rzucam się z płaczem na tapczan. To... To takie niesprawiedliwe...

Słyszę, jak mama każe wyjść reszcie z kuchni, zostając sam na sam z tatą. Dzieciaki chyba poszły do salonu, gdzie śpią rodzice z Kenną... Biedną Kenną, która została sama w sadzie, narażona na zbirów, niemożliwy wysiłek fizyczny i psychiczny.

Po gorączkowe rozmowie rodziców, wybucha kłótnia, która nie trwa długo, po słychać trzepnięcie drzwiami. Zakładam, że to tata wyszedł, aby ochłonąć.

Tłumiąc szloch, wciskam twarz w poduszkę i zasypiam z myślą, że świat w którym żyjemy, jest jeszcze gorszy, niż nam się wydaje...



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witajcie :)
Wiem, że miał być dzisiaj rozdział, ale... Jakoś mnie coś tak naszło na One Shota. Po prostu przez ostatnie dwa dni pracowałam w sadzie i przypomniała mi się Rue... I jakoś tak wyszło, że postanowiłam coś o niej napisać. Mam nadzieję, że się Wam podoba, bo jest to mój pierwszy One Shot na blogu i w ogóle pierwszy jaki napisałam ^^
Wiem, że ciut pozmieniałam fakty, bo Rue miała pięcioro młodszego rodzeństwo, a tu jedna z sióstr jest starsza, ale tak mi bardziej pasowało do fabuły, więc mam nadzieję, że wybaczycie mi ten mankament ;)
I możecie zauważyć, że kilka wydarzeń stąd łączy się z wydarzeniami z książki, bo na przykład historia z Martinem jest prawdziwa (była w pierwszej części Igrzysk), albo to, że to Rue wygwizduje melodię kosogłosów na przerwę... :)
Mam nadzieję, że Wam się podoba i... Standardowo zapraszam do komentowania.
Chciałabym jeszcze raz podziękować za komentarze pod Q&A, wszystkie były niesamowicie miłe i bardzo podniosły mnie na duchu ♥
Do soboty, kochani, bo właśnie wtedy pojawi się kolejny wpis, ale nie rozdział, tylko seria o recenzowaniu blogów :)
Viks Follow

27 komentarzy:

  1. Heeej! Klepnę sobie miejscóweczkę i jutro skomentuje, albo jak dziś napisze to, co mam do napisania :")
    PinQ Everlark Hutcherson Lawrence

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, jestem!
      Na samym początku chciałam bardzo przeprosić, że znowu zaklepuje miejsce i potem komentuję, ale wczoraj przeczytałam i po prostu komentarz jaki bym napisała pod wieczór nie miałby najmniejszego sensu :) A uważam, że na taki cudowny post trzeba poświęcić chwilę czasu na naprawdę porządny komentarz :"D I zdaje sobie sprawę, że taki klepanie sobie miejsca może nieco wkurzać :/ No, ale przejdźmy dalej!
      Rzadko napotykałam takie notki! A ta jest po prostu taka.... no nie wiem jak to powiedzieć :/// Taka... Profesjonalna! Czytając ten post czułam jakby jego autorką była Suzanne Collins :D Albo jakaś inna sławna na całym świecie pisarka♥ No, więc co się z tym wiąże? Masz niesamowity T A L E N T ! ! ! Idealnie wszystko opisałaś...! No dziewczyno, no! Nie zauważyłam żadnych większych błędów, powtórzeń... Nawet nie wiesz z jaką przyjemnością czytało mi się ten wpis♥<333 :"D
      Wiem, trochę taki ten komentarz.... niestosowny, myślałam, że po wczorajszym nocnym przeczytaniu emocje opadną, ale nadal przeżywam<3 :") I co jest w tym najlepsze? Że opisałaś coś o Rue♥ Bo przecież tak mało jest teraz notek o jej życiu na blogach o IŚ :(
      Jeszcze raz! Notka : WOW! Jest mega profesjonalna, dopracowana w każdym detalu jakie mało się zdarzają.. :) Nie mogę się doczekać kolejnego postu i do zobaczenia kochana!<3333
      Pozdrawiam*^*^
      PinQ Everlark Hutcherson Lawrence
      PS. To pożyczysz trochę tego talentu? :D

      Usuń
    2. Hej ♥
      Nie no, rozumiem ;) Nic się nie stało, że zaklepałaś, szczerze mówiąc, ja też czasami tak robię :D
      Nie, no, dziękuję ♥ Ja nigdy nie wiem, co odpowiedzieć na komplementy, więc po prostu... DZIĘKUJĘ ♥ Niesamowicie się cieszę i teraz mam takiego banana na twarzy, że hej :') :D
      Niestosowny? Cudowny! ♥ Naprawdę, Twoje komentarze zawsze są świetne <333
      O, tak... Rzadko ktoś pisze o Rue, więc... Napisałam ja :D
      Dziękuję, dziękuję, dziękuję ♥♥
      Buziaki!
      Viks Follow

      Usuń
  2. Rezerwuje miejsce:-) Przeczytałam - rozdział super! Jutro dodam dłuższy komentarz!
    Zonia ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heeej! Dopiero dzisiaj komentuje, ale po prostu wyleciało mi to z głowy. Przepraszam!
      Bardzo mnie zaskoczyłaś, pisząc One Shota Rue. Ale to naprawdę dobry pomysł. Spodobała mi się ta historia. Szczególnie z siostrą Rue. Biedna.....
      Z chęcią przeczytałabym drugą część tej opowieści!
      Zonia ❤

      Usuń
    2. Nic się nie stało ;)
      Dziękuję ♥ Pisać dla takich czytelniczek jak ty to przyjemność. :)
      Niestety, nie planuję drugiej części...:/
      Viks Follow

      Usuń
  3. Miejsce zaklepuję i jutro (postaram się) skomentuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś komentarz będzie raczej krótki, bo jestem już padnięta :)
      One Shot genialny!!! Cudowny! Świetny!!!
      Baaaaaardzo przyjemnie mi się go czytało :D
      Hmmm... ciekawi mnie tylko co się potem stało z siostrą Rue... hmmm... planujesz kolejne części? Jeśli nie... to... zdradzisz czy nic jej się nie stało? :D
      One shot naprawdę wyszedł genialny :D
      Nie mogę również doczekać się następnego postu :D
      Dobra... kończę już :D
      Życzę Ci duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo weny :D
      Pozdrawiam
      (nieogarnięta, zakochana w Finnicku, Samie Claflinie, innych bohaterach książkowych i aktorach, miłośniczka niemiłosiernie długich komentarzy) love dream

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo <3
      Nie,nie planuję kolejnych części. Ten One Shot miał być dłuższy i miałam wyjaśnić co się stało z Kenną... Ogólnie miałam w zamiarze ją uśmiercić. Ale skoro go nie dokończyłam, to sama nie wiem co się z nią stało ;)
      Buziaki <3
      Viks Follow

      Usuń
  4. Kurczę, czwarta! Ale, ja nie. O, nie. (Dobra przestanę) Nie zaklepuję miejsca :D
    Ja tu sobie wchodzę, myślę, że jest rozdział. A tu co? Ciekawy, przyjemny w czytaniu, wręcz cudowny OneShot. Wszystko pięknie opisane, i każde zdanie, tak wciąga, że chce się więcej.
    Jednym słowem- BOSKO!
    No to ja już zmykam, bo czas goni.
    WENY!
    L.H.G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że wpis ci się podoba i ogólnie bardzo mi miło słyszeć (widzieć, ale ćsi...:') takie słowa ♥
      Viks Follow

      Usuń
  5. Super Blog <3 Czekam na więcej.Jeśli masz czas i chęci to zapraszam na swój.
    ps.Jeszcze raz super blog <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo <3 Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej :D
      Oczywiście, wpadnę w najbliższych dniach ^^
      Buziaki! ♥
      Viks Follow

      Usuń
  6. Superaśny!!! Zapraszam do mnie. Dzisiaj dwa rozdziały.
    Www.hangingtree.blox.pl

    Pozdrawiam
    karamel56

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, wpadnę i skomentuję ^^
      Buziaki! ♥
      Viks Follow

      Usuń
  7. Odpowiedzi na Twoje pytania, są już gotowe. Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hejka, hejka! Zapraszam do siebie dzisiaj dwa nowe rozdziały.
    Www.hangingtree.blox
    Można komentować rozdziały bez tworzenia konta. Anonimowo.
    Pozdrawiam
    karamel56

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju prawie się rozpłakałam czytając. Strasznie żal mi się zrobiło Rue=/
    Fajnie, że wspominałaś o tym Chłopcu co opowiadała o nim Rue na igrzyskach. I w tym momencie zabrakło mi słów :( Wogule Mega pomysł na one shota.
    Oleverd
    Ps : niestety dziś krócej ale mam jeszcze dużo do skomentowania + chyba 19 zaległych na wattpadzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... Rue nie miała łatwego życia :/
      Dziękuję bardzo, w takim razie cieszę się, że ci się spodobał :D
      Rozumiem ;)
      Viks Follow

      Usuń
  10. Cudo, cudo, cudo, cudo i jeszcze raz cudo (żebym tylko głupoty nie palnęła i cujo nie napisała) Genialny pomysł na miniaturkę i jeszcze lepsze wykonanie :) Przepraszam, że komentuję dopiero teraz, ale jestem pochłonięta do granic możliwośi książką "Zanim się pojawiłeś", a w wolnym czasie szukam w "internetowym" Empiku innych książek. Na razie mam na swojej liscie tylko 5: Zero, Drugie życie, Blackout, Bez opamiętania i Ogród cieni. Czytałaś może coś z tego? :) mimo, ze komentarz krótki to mam nadzieje, ze4 udalo Ci sie w nim dostrzec zachwyt na temat twojego opowiadania :)
    Ale wiesz.... zirytowal mnie ten palant... no kobiete w ciazy zostawil.. co za chamidło.. bys pan chociaz mieszkanie zostawil... kultura tak nakazuje. No ale nie. Kazdy facet taki sam.. Czekaj no juz ja cie unicestwie w tym mieszkaniu...
    Kobieta w zaawansowanej ciąży tyle prcuje? W dodatku przy tak ogarnietych straznikach? No wyobraz sobie, jak on krzyczy: wodyyy!!! (w sensie, ze jej odeszly) a oni mowia, ze przerwa na lunch sie skonczyla.. Szczyt wszystkiego.. Dobra koncze te wypociny no i... do jutra :D :* Bang My Hands

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję bardzo <3 To bardzo miłe ^^
      ,,Zanim się pojawiłeś" będę właśnie niedługo czytać, pożyczę od koleżanki jak wróci z obozu :) A reszty których wymieniłaś niestety nie znam. Jednak... Ja już nie robię zakupów w Empiku, wolę zamawiać na takich dyskontach jak TaniaKniążka czy Aros,bo Empik jednak jest drogi :/
      No niestety -.-Zachował nie okropnie... Zostawić kobietę w ciąży...
      Haha, dobre :')
      Buziaki <3
      Viks Follow

      Usuń
  11. Ok, który raz już piszę ten komentarz? :') Chyba trzeci. Mam nadzieję, że tym razem się opublikuje. Jeżeli nie - to będę zła. A jak tak, to prosze:
    Oryginalny pomysł na one shota, baaardzo mi się przyjemnie go czytało, aż nawet sądzę, że gdy będzie mi się nudzić, to przeczytam go jeszcze raz.
    Bardzo szkoda mi natomiast Rue i jej mamy. Rany, pracować w ciąży, masakra. Co tu sie odwala! E, wy, strażnicy. Cho no tu. *Podchodzą do mnie* *Przybieram pozycję ninji i duszę ich skarpetami* A macie! Jak możecie w ogóle traktować tak kobiety? ONE MUSZĄ ODPOCZYWAĆ!
    Ogólnie bardzo mi się podobało i mam ogromną nadzieję, że ten komentarz się opublikuje. Pisałam dwa razy go na telefonie i nic :') Ale pewne jest, że wszystko zostało przeze mnie przeczytane.
    Pozdrawiam i czekam na rozdział ;)

    Płonący Kosogłos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowicie się cieszę, że rozdział ci się podoba :D
      Dusisz skarpetami? :') Widzę że tu zaawansowana walka się szykuję :') Hahaha <3
      Dziękuje jeszcze raz ^^
      Buziaki <3
      Viks Follow

      Usuń
  12. Ufff w końcu jakiś normalny One Shot :) Ostatnio mam do czynienia z samymi "rakotwórczymi" i już powoli wypalało mi oczy :D Bardzo mi się podobał :D Pozdrawiam //A.M.N

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, w takim razie cieszę się, że ci się podoba ^^
      Dziękuję za komentarz <3
      Viks Follow

      Usuń